Norinommo – wszystko, co ważne dla przedsiębiorców i biznesu.

Norinommo – wszystko, co ważne dla przedsiębiorców i biznesu.

Zapraszam Cię na rozmowę z Anna Owczarz-Dadan przedsiębiorcą, założycielką i główna projektantka marki Norinommo

Kim jesteś?
Czym się zajmujesz zawodowo i prywatnie? 

Kasiu, moja droga zawodowa trwa już 17 lat. W tym czasie napisałam 34 książki z dziedziny grafiki komputerowej i fotografii cyfrowej (wydane również w języku angielskim), wśród których jest wiele bestsellerów. Jeśli chodzi o nauczanie obu tych dziedzin w Polsce, mogę śmiało powiedzieć, że byłam pionierką, bo na początku mało kto tutaj w Polsce wiedział, co to jest aparat cyfrowy i Photoshop. A na zachodzie te dziedziny również dopiero raczkowały. Prowadziłam szkolenia w tym zakresie oraz studio grafiki, a także zajmowałam się fotografią. Realizowałam projekty DTP dla dużych, światowych marek technologicznych.

Najpierw pracowałam jako freelancer, a później otworzyłam swoją pierwszą działalność gospodarczą. Zajmowałam się również działalnością wydawniczą i produkowałam fizyczne produkty, które ułatwiały pracę grafikom. Obecnie jestem m.in. współwłaścicielką firmy tłumaczeniowej, której klientami również są głównie największe światowe marki, z czego jesteśmy dumni. Jestem również założycielką marki Norinommo oraz współwłaścicielką spółki związanej z branżą elektroniczną – zupełnie nowego projektu. 

Prywatnie w wolnych chwilach maluję wielkoformatowe obrazy i piszę, uprawiam sport, który jest dla mnie ważny. Bardzo dużo czytam, staram się ciągle rozwijać, dbam o 4 przygarnięte przez nas koty ☺A także podróżuję z moim mężem i jednocześnie partnerem w interesach. Tak naprawdę mam wiele zainteresowań, ale nie chcę nimi zanudzać. 

Anna Owczarz-Dadan

Kilka słów o Norinommo.

Nazwa Norinommo jest efektem burzy mózgów z moim mężem i partnerem biznesowym. Nie mogę powiedzieć, co oznacza, bo jej geneza jest dość zabawna, ale boję się, że ktoś mógłby nie zrozumieć, więc chciałabym ją zachować dla siebie ☺. Ale to coś pozytywnego ☺.

Skąd pomysł na plannery i kalendarze? 

Papier, notesy, przybory papiernicze, to było coś, co od dziecka mnie niesamowicie cieszyło, jakkolwiek głupio to nie zabrzmi ☺. W takich sklepach mogłam spędzać godziny, ale nie było to nigdy coś, o czym myślałabym, że będę tworzyła to zawodowo. Po prostu kalendarz/terminarz (bo planerów wtedy nie było) to było coś, czego posiadanie było dla mnie czymś naturalnym i nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Do czasu, gdy zaczęłam się w nim dusić z braku przestrzeni do zapisania wszystkiego, co było mi potrzebne.

W chwili, gdy zaczęłam aktywnie działać zawodowo, po prostu zwykły terminarz przestał mi wystarczać i słyszałam, że inni też mają ten sam problem. Lubię mieć ważne informacje pod ręką i być dobrze przygotowana, żeby nie tracić nadarzających się okazji. Ale nie lubię robić z głowy tzw. śmietnika, stąd potrzeba zapisania ważnych informacji, tak by móc szybko do nich sięgnąć, gdy pojawi się potrzeba.

Do tego widziałam, że inne osoby, które też planują, mają wyniki, a Ci, którzy tego nie robią, jeśli nawet je mają, to dojście do nich zabiera im dużo więcej czasu, niż gdyby byli lepiej zorganizowanymi.  I nie chodzi o porządek na biurku – ja go lubię, ale wiem, że wiele osób może działać i osiągać cele bez niego. Chodzi o porządek w głowie. Zapisując i planując, porządkujemy informacje, dzięki czemu sprawniej działamy, wyciągamy wnioski na podstawie faktów, a nie naszych „wydajemisiów” i po prostu jesteśmy spokojniejsi. Był to więc kolejny kamyczek do ogródka, aby uznać ten projekt za ważny i potrzebny. To wszystko wystarczyło, żeby zacząć poważnie myśleć o produkcji planerów kierowanych do szczególnej grupy osób, jaką są dla mnie przedsiębiorcy.  

Jakie były Wasze początki?

O planerach myślałam już w roku 2012 —wtedy w Polsce mało kto słyszał o takim produkcie. Pomysł wówczas nie wypalił, bo szczerze powiedziawszy brakowało do tego zaplecza, a ówczesne ceny druku i pozostałe koszty czyniły ten projekt mało opłacalnym. Nie myślałam wówczas o tworzeniu marki. Chciałam po prostu stworzyć planer. Taki, którego mi osobiście brakowało, bo terminarze już dawno przestały mi wystarczać do planowania codzienności i życia zawodowego. Odłożyłam wówczas ten pomysł na później, czekając cierpliwie, aż pojawi się możliwość realizacji. Czekając, przez cały czas sprawdzaliśmy, czy przedsiębiorcy i ludzie aktywni zawodowo potrzebują takiego produktu, czego dokładnie od niego oczekują, co powinno się w nim znaleźć, jakie mają problemy z produktami, których używają do planowania itp. Nie przesadzę, jeśli powiem, że to były tysiące godzin spędzonych w sieci, na grupach, spotkaniach. Pytaliśmy także przedsiębiorców, których znaliśmy, oraz tych, którzy zechcieli nam pomóc za pomocą sieci społecznościowej, jaką jest m.in. LinkedIn. Powstawały pierwsze wersje, które były przekazywane do przetestowania z prośbą o uwagi. I szansa na urzeczywistnienie projektu pojawiła się nagle, w dość magiczny sposób, pod koniec roku 2014. Norinommo zostało powołane do życia w lutym 2015 roku, ale pierwszy planer pojawił się dopiero jesienią roku 2016. Do tego czasu wprowadzaliśmy stopniowo do oferty nasze notesy z autorskim spisem treści, którego nie znajdziecie w innych tego typach produktach. 

Później do naszej oferty wszedł jeszcze planer MINI (bardzo minimalistyczna wersja bez dat) oraz, w tym roku, planer MASTER i wiele dodatkowych akcesoriów. Jeśli chodzi o planery, które debiutowały w 2016 roku, postąpiliśmy trochę wbrew zasadzie mówiącej o tym, żeby wypuścić jeden produkt i sprawdzić, czy zaskoczy. Ale zrobiliśmy tak nie bez powodu. Planer na rok 2017 pojawił się w sprzedaży w 3 wersjach (CEO dzienny, CEO tygodniowy, PRO tygodniowy). Każda z nich tylko w kolorze czarnym, bo takie było moje założenie od samego początku pojawienia się w mojej głowie idei Norinommo. Wiedziałam, że nie ma jednego idealnego systemu planowania i że jedna wersja planera nie wystarczy. Wiedziałam, że inaczej planujesz, gdy pracujesz jako freelancer, a inaczej, gdy zatrudniasz kilka – kilkanaście osób. Jedni pracują w trybie zadaniowym, inni muszą mieć godzinny harmonogram dnia. Jedni chcą planera tygodniowego, a inni koniecznie dziennego.

I to był dobry pomysł. Bo później faktycznie wszystkie nasze założenia się spełniły. Nasi klienci to przedsiębiorcy i ludzie związani z biznesem, wykonujący naprawdę bardzo różne zawody. Pracują w wielu, często całkowicie odmiennych branżach i po prostu każdy potrzebuje innego systemu zarządzania czasem, szytego na miarę. Ale także takiego, który daje dużą dozę elastyczności odnośnie do tego, jak wykorzystają poszczególne strony planera. Jeden produkt nie dałby rady odpowiedzieć na potrzeby wszystkich osób. 

W kolejnych edycjach planer ewoluował, głównie dzięki naszym klientom, którzy przekazywali uwagi i angażowali się w ankiety. To dzięki nim planery dzisiaj wyglądają właśnie tak, jak widać na naszej stronie. Modyfikowaliśmy układ, dodawaliśmy kolejne strony do planowania lub zamienialiśmy te, które były, na inne, jeszcze bardziej praktyczne. Dodawaliśmy nowe strony na spotkania czy projekty oraz luźne notatki. Ewoluowały także strony do planowania marketingu i spraw związanych ze sferą prywatną. Np. jedną ze zmian w tym roku jest zamiana tablicy Eisenhowera w planerach dziennych CEO na specjalną tabelę do zapisywania zadań, ustalania priorytetów, delegowania + miejsce na zastanowienie się, czy te zadania realizują faktycznie Twój cel, czy może jednak nie.  

Idea Norinommo mówi o tym, że nasze planery mają pomóc Ci tak wszystko zaplanować, żebyś miała czas na to, co w Twoim życiu ważne. Bo dla mnie to jest kluczowe. Często zapominamy o tym, co ważne i przypominamy sobie dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś złego, tragicznego. Wtedy się budzimy. Dlatego właśnie przypominanie o celach i monitorowanie tego, czy faktycznie zmierzamy w ich kierunku, dbanie o siebie, to coś, na co chcemy zwrócić uwagę. Bo praca jest fajna i ważna – dla mnie również, jednak często przedsiębiorcy zapominają o tym, że poza pracą jest też życie prywatne, zdrowie, sen, może jakieś hobby, odpoczynek i bliscy, a my chcemy, żeby mieli czas i na to. 

Co Cię zaskoczyło w tym projekcie? 

Wydaje się być prosty, ale produkcja przedmiotu fizycznego (chociaż nie był to dla mnie pierwszy taki projekt) to złożony proces wymagający dobrej organizacji, przewidywania, zaakceptowania ryzyka prawie na każdym etapie produkcji. Najbardziej zaskoczył mnie dramatyczny brak woli do współpracy i fuszerka, bylejakość, z którym musieliśmy się mierzyć u naszych początkowych podwykonawców. Nasi klienci nie odczuli tego, ale żeby tak się stało, to ilość stresu, straconego czasu, pieniędzy po naszej stronie była ogromna.

Jestem osobą, dla której jakość, staranność jest bardzo ważna. Mam wrażenie, że w naszym kraju jest do tego jeszcze bardzo luźne podejście. A my wszystko w 100 % produkujemy i projektujemy w Polsce. Mieliśmy problemy dosłownie na każdym etapie produkcji czy dystrybucji. Dla mnie to jest coś niewyobrażalnego. I musieliśmy przez to przejść. Bolało bardzo. Ale mam teraz dużo więcej doświadczenia. 

Wiele osób, z którymi pracuję, mówi, że czują chaos, są przytłoczeni.

I teraz pytanie: czy planują, czy nie. Bo jeśli nie, jeśli wszystko mają w tzw. głowie i trochę robią z niej — przepraszam za wyrażenie — „śmietnik”, to nie dziwię się, że czują chaos. Zwłaszcza, że dzisiejszy świat pędzi. Żyjemy szybko, bombardowani nowymi informacjami i coraz to nowszymi opcjami. Ja też czasami odczuwam przytłoczenie i gdyby nie planowanie oraz znajomość swoich wartości, to trudno byłoby mi zdrowo funkcjonować. 

Myślę, że to poczucie chaosu bierze się m.in. z potrzeby pamiętania o wielu rzeczach, lęku, że coś przegapimy, nie dopilnujemy lub czasami z tego, że jak coś gdzieś nawet zapisujemy, to później nie wiemy, gdzie. Widziałam już terminarze oblepione karteczkami samoprzylepnymi z doklejonymi kartkami i dziesiątkami luźnych kartek, które wypadają przy próbie ich otwarcia. Widziałam już paniczne poszukiwania informacji, które są w danej chwili potrzebne – takie jak numer konta firmowego, wysokość stawki za usługę, czy ustaleń ze spotkania.
Niepotrzebny stres.
Wystarczy wszystko, co ważne, zapisać w jednym wyznaczonym na to miejscu i cześć stresu z nas schodzi. To samo z planowaniem spraw do załatwienia w roku następnym. Po co sobie zaśmiecać tym głowę? Wystarczy zapisać na odpowiedniej stronie i zająć się nimi wtedy, gdy przyjdzie na to czas. 

Jak Twoje plannery i kalendarze mogą w tym pomóc?  

Przede wszystkim został tak zaprojektowany, żeby wszystko, co ważne, móc zapisać w jednym miejscu. Móc do tego zajrzeć zawsze, gdy pojawi się potrzeba, ale nie myśleć o tym w każdej chwili życia, tylko wtedy, gdy faktycznie trzeba się daną sprawą zająć. 

Jakich spraw to może dotyczyć?
Spotkań (ustalenia, kto był, co trzeba zrobić, kiedy, jak), projektów, które możemy rozpisać na czynniki pierwsze i wszystko ładnie zaplanować, działań marketingowych, bez których dzisiaj firma nie istnieje. Do tego możemy monitorować ważne dla nas sprawy, rzeczy do zrobienia, dbać o zdrowie (planować badania, treningi itp.), sprawy związane z rozwojem zawodowym i osobistym. Z naszym planerem masz swoje cele na oku, a on sam przypomina Ci o ich realizacji. 

Czym różnią się od tych dostępnych na rynku? 

dedykowane przedsiębiorcom i osobom aktywnym, związanym z biznesem. A co za tym idzie, znajdziecie w nich strony do planowania właśnie takich spraw, jakimi zajmują się czy zarządzają przedsiębiorcy. To coś więcej niż kalendarz do zaplanowania wizyty u fryzjera czy urodzin. Mamy, jakich wiele na rynku. Takie produkty możecie też kupić w kiosku czy na poczcie. I jeśli ktoś wykorzystuje kalendarzy tylko do tego typu spraw, to ja odradzam wydawanie pieniędzy na jakikolwiek planer.  

Produkty Norinommo od samego początku są po prostu kierowane do profesjonalistów. I wszystko, co robimy, jest z myślą o takich właśnie osobach. Macie więc tutaj możliwość zaplanowania całego roku, wybierając spośród jednego z 4 rodzajów planera. Możecie planować marketing, spotkania, projekty, finanse firmowe i prywatne, sprawy związane z pracownikami, rozwój, sprawy prywatne, rok kolejny. Zrobicie podsumowanie roku, zapiszecie swoje pomysły. Macie mnóstwo miejsca na notatki, również te tzw. luźne. Nie musicie więc, jeśli nie chcecie, nosić ze sobą dodatkowego notesu. 

 Nasze planery są — jako jedne z nielicznych — minimalistyczne i, jak mówią nasi klienci, „profesjonalne, bez infantylnych obrazków, eleganckie”. To również było dla mnie ważnym wyróżnikiem Norinommo od samego początku. Nasi klienci to osoby działające, niepotrzebujące cytatów motywujących każdego dnia, żeby zrobić, co trzeba. To też ludzie, którzy wiedzą, czego chcą. Zajmujący często wysokie stanowiska, na których nie mogą —wybacz za wyrażenie — „wyskoczyć” ze złotymi napisami na pół okładki lub innym „kobiecym” wzorem. W kobiecych wzorach nie ma niczego złego, tylko musimy mieć świadomość otoczenia biznesowego, w którym działamy. Pewne rzeczy po prostu często osłabiają naszą pozycję i wizerunek. Ważne, żeby mieć tego świadomość. Dlatego też początkowo w naszej ofercie, jeśli chodzi o kolory, mogłaś kupić klasykę: czerń, granat itp. Obecnie oferujemy aż 11 kolorów planerów, aby osoby, które mogą lub chcą w swojej pracy wyrazić się za pomocą kolorów, nie były ograniczane przez klasyczną czerń, granaty, czy szarości – które od lat są już topowymi kolorami marki. 

Ważnym wyróżnikiem naszych planerów i całej marki jest również to, że kierujemy nasze produkty i treści nie tylko do kobiet, ale oczywiście również mężczyzn. Panowie często szukają profesjonalnie wyglądającego planera, z którym nie będą wstydzili się pojawić na spotkaniu biznesowym, i u nas takie dostaną.  

Nie znajdziesz w nich również góry reklam, kolorowych obrazków, czy zapowiedzi kolejnych szkoleń/programów osoby, od której np. kupujesz planer, ani żadnej innej formy odciągania uwagi od tego, co jest ważne. Od tego, co po prostu trzeba zrobić. 

Nasze planery powstały przy współpracy z przedsiębiorcami. Nie tworzyliśmy ich jedynie w oparciu o nasze własne doświadczenia i to, co nam się wydaje. Zapytaliśmy, czego potrzebują i stworzyliśmy produkt odpowiadający tym potrzebom. 

Projektując każdy z planerów, położyliśmy maksymalny nacisk na to, aby osoba, która będzie go używała, mogła skupić się w 100% na produktywnym działaniu, bez rozpraszania jej uwagi. Ważne było też to, aby planer wspierał realizację celów i przypominał o nich w każdym tygodniu, czy nawet dniu, za pomocą specjalnych elementów. Bo z obserwacji widzimy, że czasami ludzie robią, robią, robią, ale niekoniecznie to, co faktycznie ma sens i jest ważne dla realizacji ich celów.  

Podsumowując: nasze planery różnią się więc tym, że są dla profesjonalistów, mają specjalne strony przydane w zarządzaniu biznesem, ale nie tylko, są minimalistyczne i wyglądają w każdej sytuacji dobrze. Powstały przy współpracy z innymi przedsiębiorcami. Są zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn, mają mnóstwo miejsca na dodatkowe notatki i są tak przygotowane, abyś poza planowaniem także działał(a). Mądrze. Bo to najważniejsze. Przez kilka lat ich sprzedaży mieliśmy dosłownie 4 zwroty, a opinie naszych klientów najlepiej wyrażają to, co myślą o nich osoby, które używają ich na co dzień. 

Twój sposób na efektywność osobistą? 

Dość trudne pytanie. Sen i w miarę możliwości unikanie stresu. Wzmacnianie psychiki. Bo jak ona „leci”, to reszta też się wali. Znać swoje wartości, talenty, wiedzieć, czego się chce, planować i działać. Dokładnie w tej kolejności. I działać małymi krokami – jeśli mamy do zrobienia coś dużego. Nie czekać na moment idealny, bo one zdarzają się bardzo rzadko. A z mojego doświadczenia przychodzą wtedy, gdy robimy, a nie siedzimy i na nie czekamy. Nie doceniamy małych kroków, czynności wykonywanych systematycznie, a one mają dużą moc. 

Twoja złota zasada zarządzania sobą w czasie? 

Nie mam jednej zasady. Jakiś czas temu powiedziałabym Ci, że jest nią bycie proaktywnym (i nadal tak uważam). Ale dzisiaj zdecydowaniem powiem: zanim zaczniesz wchodzić po drabinie, dwa razy upewnij się, że jest przystawiona do odpowiedniego budynku (jak to pisał chyba Covey).

Pamiętaj o przysłowiowym ostrzeniu piły, bo bez odpoczynku, regeneracji, snu, nie dasz rady długo wspinać się na szczyt. A nawet, jeśli jakimś cudem się wdrapiesz, to cena, jaką zapłacisz, będzie ogromna. Nie warto, skoro można inaczej. Przerobione na własnej skórze. 

Co jest Twoim zdaniem najważniejsze w planowaniu?

Żeby wiedzieć, czego się chce i czy to jest faktycznie nasze. A dopiero później zacząć rozkładać to na zadania. 

Druga bardzo ważna rzecz to realizm i planowanie w oparciu o naszą rzeczywistość. Ona się nie zmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w chwili wpisania do planera naszych zadań, projektów, pomysłów. Musimy wiedzieć, ile mamy czasu (realnie), jak wygląda nasz dzień i co możemy zrobić w czasie, który mamy do dyspozycji i w warunkach, w których działamy.

A zawsze możemy coś zrobić. U każdego wygląda to inaczej, więc nie ma sensu zadręczać się tym, że na przykład ktoś nie ma dzieci, albo ma już „duże” i ma „więcej czasu”, ktoś inny ma panią do prowadzenia domu, a ktoś inny jeszcze coś tam…
Realizm. Mam 30 minut, mogę je wykorzystać na to, na to lub na to. Wybieram to. Jeśli wybierzesz leżenie na kanapie, zamiast 10 minut ćwiczeń i 20 minut gry na pianie czy poczytania rozdziału książki, to też ok.
Wybierasz. Twoje życie i nikomu nic do tego. 

Mówię o tym dlatego, że często spotykam ludzi bardzo ambitnych, którzy chcą i to, i to, i tamto, i wszystko teraz. Są nakręceni, robią wielkie plany, ale często nie biorą pod uwagę swojej sytuacji, tylko właśnie porównują się innymi. A później, przy zderzeniu z rzeczywistością, codziennymi obowiązkami, nieprzewidzianymi sytuacjami, frustrują się, że nie dają rady realizować planu. W rezultacie tego podkopują swoją pewność siebie. To nie ma sensu. Jeśli jest 22 grudnia, a ty planujesz, że od dzisiaj bierzesz się za siebie i będziesz ćwiczyć 45 minut dziennie i zdrowiej się odżywiać, to do 3 stycznia być może dasz radę, bo są święta, jest Nowy Rok, więcej wolnego czasu, który możesz na to przeznaczyć. A co będzie, kiedy wrócisz do pracy i dzieci pójdą do szkoły? Nadal będziesz mieć dokładnie tyle czasu i siły? Zwykle nie. Lepiej zaplanować 10 minut i tego się trzymać, niż porywać się od razu 45 minut i odpuścić po 2 tygodniach. Mnie tego oduczyła między innymi moja choroba. W jej rezultacie i tego wszystkiego, co przeszłam, nie mogę zrobić niektórych rzeczy, jak inne osoby i mam różne ograniczenia, ale wiele jeszcze mogę ☺. I nawet w trakcie wielu pobytów w szpitalach związanych m.in. z kilkoma operacjami, które przeszłam, zawsze mogłam coś zrobić. Nawet gdy nie byłam w stanie wstać z łóżka, to mogłam spać, wyciągnąć wnioski z przeszłości i poczytać. I dzisiaj, znając swoje ograniczenia, wiedząc jak działam, ile mam czasu, rozumiem, że tylko wtedy, gdy będę planowała realistycznie i działała (czasami) małymi krokami, to mam szansę na osiągnięcie swojego celu — w przeciwieństwie do osób, które myślą, że jakoś to będzie lub wstrzymują się z działaniem do chwili, gdy będą mieli „więcej czasu”. Moim zdaniem szkoda marnować czas, bo to taka rzecz, której nikt nam nie zwróci. 

Zobacz planery dla przedsiębiorców Norinommo

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright © 2016-2019 Katarzyna Bieleniewicz
Polityka prywatności | Regulamin