A TY JAK BAWIŁEŚ SIĘ W DZIECIŃSTWIE?

A TY JAK BAWIŁEŚ SIĘ W DZIECIŃSTWIE?

Pamiętacie Dzień Dziecka z czasów kiedy byliście jeszcze kilkulatkami. Ja doskonale. Zakodowałam wszystko w swojej pamięci. Dziś moje dzieciaki obchodzą swoje święto, a razem z nimi my – dorosłe dzieci. W naszej rodzinie świętujemy ten dzień nie tylko z okazji Dnia Dziecka, 1 czerwca urodził się mój mąż i 2 lata temu syn – dla mnie bomba jedna wspólna impreza, bardzo praktycznie.

Wspominając swoje dzieciństwo ciśnie mi się na usta, jedno słowo KREATYWNOŚĆ, w latach 80-tych nie było takiego wyboru zabawek, gadżetów, rowerków itd jak teraz. Wszystkiego było mało, ale nie pamiętam, żebym była z tego powodu wyjątkowo nieszczęśliwa. Mniejsza ilość rzeczy pozwalała nam BAWIĆ SIĘ Z INNYMI, samemu TWORZYĆ ZABAWKI, przebywać dużo na ŚWIEŻYM POWIETRZU czyli fajne i zdrowe dzieciństwo.

Wychowałam się na Warszawskiej Pradze – na tej bezpiecznej części, mieszkaliśmy na parterze, drzwi się otwierały i dzieciarnia wybiegała na podwórko na cały Boży dzień. Beztroski czas płynął, a dni wydawały się bardzo długie. Wszystkie dzieciaki spotykały się w jednym magicznym miejscu – podwórkowej piaskownicy, która nie była szzególnie urokliwa a psy pewnie sikały tam na potęgę. W piaskownicy działy się też przeróżne ciekawe rzeczy, chłopaki kroili dżdżownice, a my budowałyśmy wielkie królestwa w tej kupie piasku. Co jakiś czas wpadała babcia lub mama z garnkiem na karmienie któregoś z nas, ja byłam niejadkiem a na powietrzu wszystko było dużo smaczniejsze. Przysmakiem z tego okresu była mordoklejka – pańska skórka (jak jestem na cmentarzu w święta, kupuję kilka sztuk na zapas, na czarną godzinę) i kogel mogel który kręciłyśmy w szklance w siostrą, aaaa i oczywiście papierówki babci Stasi, jedzone na drzewie – takie najlepiej smakowały.

Z dziewczynami skakałyśmy godzinami w gumę – jaką kondycję musiałam mieć by tak cały dzień skakać, gumy były albo takie zwykłe  białe, majtkowe, albo już profesjonalne grube kolorowe, był to taki podstawowy gadżet dziewczynek. Jak ktoś zapomniał jak to leciało, ta mała dziewczynka pokazuje jak grać w gumę.

guma

Źródło: “Gry i zabawy w PRL” nr 1/2012

Piwko przeciwko – najlepsza gra grupowa, kto grał wie i nie trzeba mu tłumaczyć zasad, wystarczył kawałek miejsca, na którym rysujemy koło, dzielimy je, na tyle kawałków ile osób grających. My przeważnie rysowaliśmy okrąg na wydeptanym trawniku, wystarczył patyk, każdy wybierał sobie swoje państwo – największym powodzeniem cieszyła się KANADA I USA. Bo to co z Ameryki jest najlepsze – tak zawsze mówili rodzice. Jak już Stany ktoś zaklepał to wybierałam Szwajcarię (mamy tam familie i szwajcarskie zegarki są niezawodne). I tak po kolei, dzieciak z patykiem chodził na około i wywoływał wybrane państwo “Piwko-przeciwko, wzywam…. USA, i sru patyk wysoko do góry, a on dyla, jak najdalej. Co było dalej, sami dobrze wiecie.

Ze skakaniem kojarzy mi się jeszcze gra w klasy, w której też chodzi o skakanie i tu już chłopaki mogli z nami czasem zagrać, bo to już mniej babska gra.

Z hardcorowych gier graliśmy w scyzoryki, nie wiem jak się ta gra nazywała oryginalnie, w każdym razie, trzeba było rzucić scyzoryk lub nożyk tak, by ostrze wbiło się w ziemię. Cuda wianki wymyślaliśmy, by było kreatywnie, wyrzucało się nóż z różnych części dłoni, z palca. Nie wiem, czy nasi rodzice nie wiedzieli w co się bawimy, jak sobie pomyślę, że moje dziecko rzuca sobie nożem z innymi, to nie napawa mnie to wielkim optymizmem. Z zabaw kojarzę jeszcze kapsle, czasem mi się zdarzyło w nie grać, ale na tym polu na naszym podwórku głównie czadu dawali chłopcy.

244

Moje dzieciństwo to także zwierzaki, kota i psa, się nie doczekałyśmy, rodzice nie dali się naciągnąć. U nas królowały chomiki! Ale nie byle jakie, imiona miały ciekawe, było ich trochę i każdy miał w sobie coś ujmującego oraz swoją bardziej lub mniej tragiczną historię.

Dzieciństwo to też babcia, z którą czasem chodziliśmy nad Wisłę, na podbój “Rusałki”, zanim jeszcze powstała tam La Playa. Były to dzikie tereny, gdzie Prażanie chodzili się smażyć, a wędkarze maczali swoje kijki w brudnej Wiśle, a my patrzyliśmy na piękne niebo nad Starym Miastem wcinając babcine kanapki i śpiewając piosenki raczej nie dla dzieci.

Z zabaw “pokojowych” hitem była pajęczyna, zabierałyśmy mamie wełnę i wiązałyśmy ją do czego się dało, powstawała dzięki temu wielka sieć prawie jak pająka. Trzeba było tak chodzić by przypadkiem nie poruszyć żadnej nitki- bo by nas poraził laser (ach, ta dziecięca wyobraźnia). Zabawa przednia, gorzej jak ktoś chciał wejść do pokoju – no way!

Z młodszym ciotecznym rodzeństwem najlepiej bawiło się w pieski, najchętniej jak mieli słodycze, pieski szczekały i trzeba je było nimi nakarmić. Taki mały chytry sposób na wysępienie cukierków i balonówek.

Nie wiem jak bawią się teraz dzieci, czy stare zabawy nie wymagające podłączenia do internetu i play-ki są popularne, ale będę chciała swoim bąblom zaszczepić bakcyla do zabaw z mojego dzieciństwa. Po części już zaczynam, nie chcę by dzieciaki były materialistami przywiązującymi uwagę tylko do zabawek i nowych gadżetów, a nie doceniali tego co można stworzyć wspólnie i wykonać hand made.

A jak bawią się Wasze dzieci? Kultywujecie jeszcze stare zabawy?

 

8 komentarzy

  1. Ooo! U nas też takie zabawy królowały. Chyba skakanka najbardziej kultywowana 🙂

  2. Kasia pisze:

    Kasia, PRZECUDNY tekst, taki sentymentalny i wspomnieniowy, do zaczytania!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright © 2016-2019 Katarzyna Bieleniewicz
Polityka prywatności | Regulamin